http://files.blogi.pl/templates/0/00/01/template_1795.jpg?1204328223 Podgląd wysłanego obrazka

Najnowsze Wpisy

Podziały ponad podziałami. Komentarze (2)
24. grudnia 2008 15:04:00
linkologia.pl spis.pl

 

Podziały dzielą przedmioty, ludzi, kategorie i wszystko co w realnym świecie odróżnia się od siebie. Ludzie są podmiotami podlegającymi tym kategoriom w sposób szczególny. Najbardziej istotnym mechanizmem tworzenia podziałów wśród ludzi jest wszak ich źródło. Kultura, psychika i cechy osobowościowe tworzące indywidualnych ludzi są tego prostą przyczyną. Życie w XXI wieku jest szybkie a utarte podziały są zbyt wygodne, by podejmować trudy zmiany systemu, a nawet, choć może przede wszystkim, zmiany świadomości.

            Współczesne podziały międzyludzkie opierają się o takie rzeczy jak: lokacja, która jest przyczyną utarczek na tle miejsca zamieszkania, rasa – wszyscy wiemy w czym problem i wreszcie prestiż. Te ostatnie podziały są niejako najgłębsze, gdyż prestiż jest różnorodnie osiągany. Może być odzwierciedleniem urodzenia, majętności, funkcji czy jakiejś nadzwyczajnej wyjątkowości. Tu właśnie zaczyna się sprawa, która nie dość, że nurtuje to i razi niesprawiedliwością społeczną. Konkretnie chodzi o przywileje. Są one przecież pewnego rodzaju podziałotwórczym elementem społecznym. Nie w tym jednak rzecz, by zabrać lub nadać te same przywileje wszystkim. Straciłyby moc przywileju, stałyby się  powszechne i tym samym nieistotne. Chodzi natomiast o sam system społeczny dystrybucji przywilejów i szans życiowych wśród członków danego społeczeństwa.

Wyobraźmy sobie system społeczny, w którym każdy dostaje według zasług. Niemożliwe? Z tym, że nie koniecznie.

            Aby zrozumieć koncepcję „sprawiedliwości” i to nie w znaczeniu reprezentowanym przez jedną z obecnych partii opozycyjnych, posłużę się przykładem znanej i umiarkowanie lubianej grupy zawodowej a mianowicie policji. Abstrahując od tego czym policja się w Polsce zajmuje a czym powinna, zwróćmy uwagę na sytuację policjantów w kraju nad Wisłą. Emerytura przysługuje takiemu Panu lub Pani po 15 latach pracy. Jakby nie patrzeć na pracę policji to nie wydaje się nikomu by to oni właśnie przepracowywali się bardziej niż pozostała część Polaków. Natomiast pozostali, czyli „nie-funkcjonariusze” muszą znacznie dłużej pracować na swą emeryturę. Nawet jeśli to ma być argument przekonujący ludzi do pracy w policji to chyba jest on zbyt słaby, by wykształceni ludzie pchali się tam drzwiami i oknami. Duża część policjantów jest więc tam nie z powołania a raczej z odzysku. Owszem, przechodzą testy fizyczne i psychologiczne jednak o ich jakości nic mi nie wiadomo (a i tak pewnie okazałoby się, że są tajne). Tak czy owak każdy policjant ma wcześniejszą niż przeciętny Kowalski emeryturę. Zgadzam się również, że jest to służba państwowa i czasem pomiędzy jednym fast-foodem a drugim bywa niebezpiecznie, jednak kierowcy tirów, ochroniarze, budowlańcy i taksówkarze też bezpieczniej nie mają. Czy więc nie byłoby bardziej logicznie czy, jak kto woli „po bożemu”, żeby tego typu przywileje przyznawać za konkretne osiągnięcia życiowe?

Pisząc o osiągnięciach życiowych nie mam na myśli tylko i wyłącznie naukowego i materialnego rozwoju człowieka, ale również moralnego i społecznego. Wyobraźmy sobie policjanta (czapka, pałka, pistolet, kajdanki i dziwnie niezrozumiała mowa) i budowlańca (dobry humor i cięty język, bo budowlańcy sprzętu nie noszą przy sobie). Czy policja jest bardziej potrzebna od budowlańców? Nie, bo nasze areszty i więzienia całego społeczeństwa nie pomieszczą a gdzieś trzeba mieszkać. Dlaczego więc faworyzujemy całą grupę zawodową bezmyślnie nagradzając także tych jej członków, którzy znaleźli się tam z przypadku losu i dawno powinni zmienić fach? Przecież wcale nie jest trudno odróżnić dobrych policjantów od złych czy solidnych budowlańców od leni i partaczy.

Czy nie uczciwiej byłoby nagradzać i jednocześnie motywować wcześniejszymi emeryturami, darmowymi przejazdami czy innymi pomysłami ułatwiającymi życie tych, którzy rzeczywiście wykonują swoją rolę zawodową i społeczną w sposób choćby dobry, nie wspominając o wzorach? Wtedy pozbylibyśmy się uprzywilejowanych grup leni, którzy wciąż twierdzą, że im się należy. Już dawno świat przestał funkcjonować według zasady „należy się”. Nikt przecież nie zaprzeczy, że by dziś coś osiągnąć trzeba w to włożyć mnóstwo pracy i zaangażowania a niekiedy także pieniędzy. To właśnie ci ludzie którzy próbują sprostać tym wyzwaniom są siłą napędową społeczeństwa. Nieważne czy ktoś jest policjantem, budowlańcem, czy śmieciarzem. Jeśli jest w tym dobry i poświęca się pracy powinien być za to odpowiednio wynagradzany. Tym natomiast, którzy niezbyt gorliwie  przykładają się do powierzonych im obowiązków i zadań społecznych….no cóż. Miało być według zasług. No więc w myśl tej zasady trudniejsze życie mieliby również ludzie którym z różnych przyczyn zwyczajnie nie wyszło. Można postrzegać to jako wadę tej koncepcji, ale można również jako pewne prawo społeczne. Skoro wszyscy jesteśmy równi i mamy równe szanse, to od wszystkich winniśmy oczekiwać pewnego minimalnego poziomu użyteczności społecznej. Jako minimum mam na myśli nie tylko egzystencję w systemie, ale aktywne w nim uczestnictwo. Ludzie bierni są ciężarem i elementem spowalniającym wszystkie społeczeństwa natomiast aktywni przyczyną rozwoju cywilizacyjnego.

            Utopijny charakter tego pomysłu pomimo swej nowatorskości niesie ze sobą pewną nową idee sprawiedliwości i ładu społecznego. Choć niemożliwe byłoby wprowadzenie przez ustawodawcę tego typu podziału przywilejów pomiędzy obywateli, ponieważ wywróciłyby to do góry nogami cały dotychczasowy system społeczny, to jednak warto zastanowić się na której szali byśmy się wtedy znaleźli? Tych zasłużonych i wynagradzanych, czy tych niespełnionych i odrzucanych? Warto wiedzieć jacy jesteśmy, ale warto również wyobrażać sobie co by było gdybyśmy my byli tacy jak teraz a świat byłby zupełnie inny. Ciekawe czy zaszkodziłoby to współczesnym autorytetom?

eter : :

Pierwsza randka Komentarze (0)
21. sierpnia 2008 18:43:00
linkologia.pl spis.pl
Pierwsza randka, zjawisko występujące pomiędzy dwojgiem najprawdopodobniej zainteresowanych sobą ludzi czy jak kto woli, idealnie zaplanowany scenariusz zdarzeń, które i tak często bywają kompletnie nieprzewidywalne. Zastanawiając się po raz pierwszy nad fenomenem pierwszej randki nie widziałem w niej nic innego jak tylko naturalny element życia uczuciowego większości ludzi. Z czasem jednak zacząłem dostrzegać ciekawe cechy pierwszych randek, które nie pozwoliły mi przejść nad tym do porządku dziennego. Otóż pierwsze randki różnią się znacznie od zwyczajnych….kolejnych randek. Te kolejne bez wątpienie bywają ciekawsze a wynika to z tego, że ludzie zwyczajnie się już trochę znają. To już jak spotkanie Mii Walles (Uma Turman) i Vincenta Wega (John Travolta) w kultowych wariacjach reżyserskich Quentina Tarrantino. Znając się (choć jaka to mogła być znajomość z żoną pracodawcy?) mogli sobie pozwolić na wystrzałowy wieczór, który nieomal skończył się przypadkowym zejściem żony Marcelusa, Mii Walles. Polskie, mało filmowe realia nie tylko uniemożliwiają, tak aktywne spędzanie czasu jak było to dane bohaterom Pulp Fiction, ale i najwyraźniej ulegają także amerykańskim, niekoniecznie przemyślanych wzorcom pierwszych randek. Mowa oczywiście o klasyku inicjacji znajomości czyli randce w kinie. Z całym szacunkiem dla tradycji nasuwa się tu jednak pytanie: Po co? W kinie (przynajmniej obecnie w czasie funkcjonowania wielkich kompleksów kinowych) najczęściej jest mnóstwo ludzi, chrupiących, mlaskających, siorbiących i robiących Bóg wie co jeszcze. Czy w takiej atmosferze można się zakochać? OK. Niech będzie, załóżmy, że niektórzy potrafią. Ja chciałbym więc wiedzieć jak można się zakochać lub chociaż zauroczyć albo nawet miło spędzić czas z drugą osobą, kompletnie ze sobą nie rozmawiając. Na ciekawszych filmach w kinie zdarzają się samozwańczy ochroniarze w obecności których mówienie głośniej niż szeptem podczas seansu jest przestępstwem zagrożonym, w najlepszym wypadku, ciętym komentarzem. Nic nie poradzimy na kłopoty niektórych w koncentracją uwagi, ale do rzeczy. Więc tak, w kinie nie rozmawiamy, nie widzimy się (w końcu jest ciemno), no i w 98 na 100 przypadków jesteśmy wśród ludzi, co wyklucza sytuacje intymne (przynajmniej tak by nakazywał zdrowy rozsądek). Co więc nam pozostaje? Czy uskutecznianie DKF-u (Dyskusyjny Klub Filmowy) na randce, a raczej w drodze z randki jest jej prawdziwym celem? Przypomnijcie sobie jak się czujecie po wyjściu z dwu-godzinnego seansu filmowego? Oczy się kleją, ma się światłowstręt po siedzeniu w ciemności i jednym słowem wypływa z człowieka całe jego lenistwo. Dlatego właśnie wbrew tradycji i filmowemu stereotypowi pierwszych randek w kinie, chciałbym zdementować piękno tej niewątpliwie mało skutecznej techniki inicjowania życia uczuciowego. Być może zdanie „Może skoczymy do kina?” jest proste lingwistycznie, aczkolwiek jest pomysłem kompletnie pozbawionym polotu i zwarzywszy na warunki( ciemność, ludzie, barak rozmowy) chyba trochę bezsensownym. Być może jestem jednym z niewielu ostatnich mieszkańców tej planety, choć wieże, że jest nas więcej, traktujących pierwszą randkę jako coś twórczego a nie odtwórczego i wzorowanego na innych. Na podobnym poziomie w klasyfikacji pierwszych randek znajdują się również takie pomysły jak: koncert rokowy (dla ekstremistów dodatkowo w „kotle”), jazda na motorze, wspólne nurkowanie pod lodem czy skos ze spadochronem. Te wszystkie wymienione sposoby na poznanie drugiej osoby, które z takim zaangażowaniem promuje między innymi MTV nie są w stanie zapewnić nam tego, co może dać zwykły spacer w parku i kolacja we dwoje (w sumie też stereotyp, aczkolwiek bardziej użyteczny). Nie pozwolą nam również na poznanie drugiego człowieka a nawet to uniemożliwią. Gdzie więc tu mówić o magii pierwszej randki? Zrobicie jak uważacie, choć warto pomyśleć. Powodzenia.
eter : : głupota, randka, tradycja

Religia symboli. Komentarze (4)
21. kwietnia 2008 14:12:00
linkologia.pl spis.pl
Ostatnie rewelacje o dokonaniach Kuby Wojewódzkiego wstrząsnęły mną…”Nagadywał do znieważenia flagi Polski”. Konkretnie chodziło o wtykanie flag Polski w zwykłe kupy. Rozumiem dlaczego niektórzy bulwersują się bo to w końcu ojczysta flaga jednak ta metafora falgi w odchodach jest dla mnie intelektualnie pobudzająca. Czy więc bodziec dający ludziom do myślenia jest mniej ważny i zasługujący na zrozumienie niż tradycyjne poszanowanie symboli? Znam ludzi dla których brelok przy kluczykach do ich auta jest podobnym symbolem, świętością, reklamą tego co mają przyjemność prowadzić na co dzień. W przypadku groźby pozbawienia ich tych wielokonnych powodów do dumy najpewniej nie będą walczyć do ostatniej krwi o symbol, o brelok z nazwą marki auta a raczej skoncentrują się jak nie stracić samego auta. Czym wiec jest symbol? Czy stał się on wartością nadrzędną ponad to, co sobą reprezentuje? Wszystkie znaki na niebie i ziemi jak i historia ludzkości na to wskazują. O ile zrozumiałe wydaje się to w czasach pojedynków, mieczy i rycerskich czynów tak w XXI wieku bywa kompletnie pozbawione sensu. Po co bronić własną piersią flagi, która jest znakiem kraju nie godnego poświęceń? Przecież większość z tych ludzi, co oburzają się na zamiar znieważenia flagi, zapytani jak im się żyje w kraju pod tą flagą odpowie, że tragicznie i z nadzieją na lepsze. Czy to nie przykre, kiedy symbol kraju staje się rzeczą nadrzędną a sam kraj schodzi na margines realnego życia? Jeśli wszyscy podobnie traktujemy pozostałe symbole to aż strach pomyśleć, w jakiej kondycji są na przykład małżeństwa, bo o obrączki się dba. Przecież same się nie wyczyszczą. A kontakty międzyludzkie, a porozumienie? To zawsze „jakoś jest” tylko po co tkwić w czymś co jest „jakieś” jak mogłoby być dobre. W ten sposób nie trudno rozszyfrować motywacje masowej emigracji z Polski do Wielkiej Brytanii jak i do innych miejsce na Ziemi gdzie symbole są szanowane, ale dopiero kiedy to czego są wyrazem jest godne szacunku. Bez prowokacji wszystko stałoby w miejscu. Nawet odważna metaforyczna krytyka wsadzania państwa, urzędu prezydenta, premiera, prymasa, organizacji czy zjawiska w gówno powinna być rozważana przede wszystkim w kategorii, „dlaczego tak się dzieje?” a nie jak teraz, „jak tak można?”. Jak widać można, a na odebranie prowokatorom powodów do tego niestety w tym kraju jeszcze nie ma perspektyw.
eter : : flaga, symbol, wojewódzki

Każdy coś musi Komentarze (0)
17. kwietnia 2008 22:41:00
linkologia.pl spis.pl
Po dłuższej nieobecności znów piszę żeby nie musieć mówić a żeby jednak coś zabrzmiało. Ostatnio dopadła mnie świadomość przymusu. Każdy coś musi niezależnie od stopnia wolności ustroju, w którym przyszło mu żyć. Owy determinizm dotyka wielu sfer życia od prozaicznego regularnego bywania w kiblu po papierosa w deszczu na przerwie w pracy (bo na przykład w budynku nie można palić ). Wiele rzeczy musimy, ale wersja dla zainteresowanych brzmi, że to lubimy albo, że tak sie przyzwyczailiśmy, bo kto chce sie przyznać, że coś musi? Znacznie częściej nasza polska natura podpowiada nam starą prawdę "musi to na Rusi a w Polsce kto chce..", ale czy na pewno? Zabawa z motywacją polega właśnie na tym, że coś sie musi. Jeśli byśmy nie musieli to znając życie mało komu by sie chciało. Dlatego nawet sprawy, które są naszym indywidualnym wyborem, które podejmujemy z naszej inicjatywy nazywamy przymusem (praca, szkoła itp.). Musimy spełniać pewne warunki by móc korzystać z wolności i mieć możliwość wybrać coś subiektywnie lepszego, wyższego. Dlatego by minimalizować przymus wywierany na nas przez otoczenie sami  mobilizujemy sie do co raz większej liczby rzeczy, które powiedzmy sobie, średnio nam sie chce robić. W przekładzie dla tych u których kiepsko z koncentracją. Im więcej musisz teraz tym mniej później. Specjalistów od oryginalnego unikania przymusu każdy zna chociaż oni też coś muszą. Według prawa żeby jeździć samochodem śmiertelnik MUSI zdać prawo jazdy. No musi ale nie zdaje a jeździć na poważnie musi bo przecież auto jest a autobusy to wiadomo...ja też nie lubię. I co? Musieć trzeba czasem po cichu, czasem w odosobnieniu a czasem trzeba naprawdę musieć żeby coś się zachciało...muszę kończyć..
eter : :

Legalize it!!! Komentarze (5)
19. marca 2008 19:48:00
linkologia.pl spis.pl
Legalize it!!! Doszliśmy do IV RP. Do stanu, kiedy to groźnie brzmiące religijne groźby kapłanów, takich jak Ojciec dyrektor ks. Tadeusz Ryzyk, biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Kiedy prezydent czuję się odpowiedzialny przed Bogiem a nie przed narodem. Takie nastały czasy. Być może powodem takiego stanu rzeczy jest rosnąca wrażliwość religijna Polaków. Obawiam się jednak, że owe chrześcijańskie wartości podzielane są głównie przez LPR czy Pis wraz ze szwadronami emerytowanych zwolenniczek. Wyobraźmy sobie sytuację, że w Polsce w kraju wolnym i zapewniającym wolność komuś zabrania się wiary czy praktyk religijnych. Ooooo nie, niedoczekanie!!! Wtedy by się gromy posypały. Mieli byśmy tutaj kolejne powstanie narodowe. Problem jednak zdaje się blednąć, jeśli zaznaczymy, że religia katolicka nie jest jedyną funkcjonującą w Polsce. Właściwie, co to jest, żeby określać, jakie religie w Polsce są wyznawane a jakie nie. Nie jest to takie łatwe do sprawdzenia, gdyż wielu ludzi najzwyczajniej unika tematów wiary. To ich intymna sfera, w którą wgląd mają oni sami i ich najbliżsi. (Wyznania na mocno zakrapianych rodzinnych imprezach o swej rzekomej komunikacji z Bogiem) Co natomiast powinni zrobić ludzie, których wiara opiera się o tradycję z Jamajki. Ruch Rastafari - Ruch „duchowej świadomości” („spiritual consciousness”) znajduje, co raz większe zainteresowanie w Europie i na świecie. Według podstawowych informacji znalezionych bez trudu w internecie marihuana, uznana w Polsce jako narkotyk, jest elementem odgrywającym w tej religii wielką rolę. „Jej palenie jest rodzajem aktu religijnego, którego zasadność próbuje się potwierdzić cytatami z Biblii. Wykorzystywana jest do wnioskowania i traktowana jest jako sakrament, który oczyszcza ciało i umysł, powiększa świadomość, ułatwia pokojowe współistnienie i przybliża do Jah. Rastafarianie są zaskoczeni faktem, że marihuana jest nielegalna. Postrzegają ją jako substancję otwierającą umysł - coś, czego system Babilonu, jak rozumują, jawnie sobie nie życzy. W swoim rozumowaniu przytaczają kontrastowe porównanie ziół do alkoholu, który według nich ogłupia ludzi i nie jest częścią afrykańskiej kultury. Pomimo takiej oceny działania marihuany, jej zażywanie nie jest religijnym nakazem, wielu Rastafarian jej nie używa.” Jednak bez wątpienia jest to element dla niektórych niezbędny do zachowania swej religijnej tożsamości, kultywowania tradycji i życia według własnych przekonań. Zastanówmy się, więc czy marihuana w Polsce jest, aby na pewno nie legalna? Okazuje się, że nie dla wszystkich. Wspierając się na najważniejszym, jak sądzę, naszym narodowym dokumencie gwarantującym nam niepodważalne prawa czytamy: „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie wolności sumienia i wyznania stwierdza: Art. 53. 1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.” Jasno wynika z tego, że będąc Rastafarianinem, wierząc w to, czcząc Jah, jesteśmy jakby objęci taryfą ulgową i nielegalność marihuany nie powinna nas obowiązywać. To czy jesteśmy gorliwymi Rastafarianami czy też nie, nie leży to w ocenie prawa, tak samo jak nie można oceniać gorliwości chrześcijaństwa. Dlatego właśnie nikt nie ma prawa kwestionować naszego używania marihuany tak jak pod wątpliwość nie poddaje się używanie krzyża, kadzidła, czy kropidła. Faktem jest, że popularna „trawa” awansuje w tym przypadku do rekwizytu religijnego, co według konstytucji jest nie do podważenia. Wyobraźmy sobie wiec minę policjanta, który chcąc aresztować delikwenta za posiadanie grama „zioła” słyszy: „Jestem Rastafafianinem, to moja religia a wolność wyznania i praktyk religijnych zapewnia mi konstytucja”. Jestem przekonany, że dla 99,9% naszej policji konstytucja nie była by wystarczającym argumentem, jednak prawnie, moralnie, powinna być. Innym krzepiącym argumentem mogłoby być, że „w 1996 r. ruch Rastafari na całym świecie otrzymał status doradczy przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Nie jest to, więc pomysł grupki oszołomów, ale najzwyklejsza ludzka wiara w coś wyższego, boskiego, dobrego i czuwającego. „Rastafarianie wierzą, że marihuana to Drzewo Życia, wspominane w Piśmie Świętym. Rastafarianie opierają się na staroangielskiej wersji Biblii (King James version, z 1611 roku). W oryginale Biblii (Wj 30: 23) są słowa "kanehbosm" i rastafarianie tłumaczą je jako "pachnące konopie" (choć tłumaczono to różnie), i były one używane do praktyk religijnych. Słowo to powtarza się także w: Iz 43:24, wreszcie pięćset syklów kasji, według wagi przybytku, oraz jeden hin oliwy z oliwek. Jr 6:20, Na co sprowadzacie Mi kadzidło ze Saby albo wyborny korzeń trzcinowy z dalekiej ziemi? Nie podobają Mi się wasze całopalenia, a wasze krwawe ofiary nie są Mi przyjemne. Ez 27:19 Dan i Jawan począwszy od Uzzal drogą wymiany za twe towary dostarczały ci wyroby żelazne, cynamon i trzcinę PnP 4:14 nard i szafran, wonna trzcina i cynamon, i wszelkie drzewa żywiczne Słowo kanehbosm zastąpione jest słowem trzcina.” Na legalizacje marihuany w Polsce nie mamy co liczyć a rosnąca popularność Ruchu Rastafari zdaje się prowadzić raczej do wzrostu liczby wyroków skazujących za posiadanie marihuany. Co jednak z tymi, którzy naprawdę używają jej do modlitwy czy osiągania stanów przybliżających do Jah (Boga). Otóż jeśli mam być szczery to prawda jest brutalna a fakty okrutne, bo wyznawcy Rastafari w Polsce ze swym okultyzmem są po prostu nielegalni. Czy to ma być wolność wyznania…???
eter : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930311234

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

smoa | xyz-back | poprostu-moje-zycie | fuy | goka | Mailing